(Gość)
|
u nas 3dniówka wyglądała następująco:
piątek: mały dostał gorączki 38 z kreskami, poszłam do poradnii bo stwierdziłam , że jest przed weekendem i szybko lecieliśmy. Nie było pani dr tej co zawsze do niej chodzimy, więc musiała nas inna przyjąc - co nie byłam zbytnio z niej zadowolona. Stwierdziła że maluch ma zaczerwienione gardło (nic nie przepisała na gardziełko) , badając go mały się rozpłakał (myśle że jej się po prostu wystraszył bo nie lubi osób z okularami) - ona stwierdziła że ma coś z uszami, że mam szybko jechać na dyżur do szpitala i przy okazji zrobić mu badanie moczu. Wyszliśmy z tego gabinetu, poszłam do aperki po nurofen i woreczki. Bąbel się zsiusiał do wereczka , dałam mu nuforen i szybko jechaliśmy z mężem do szpitala. Wyniki OK, laryngologa już nie było. Inna dr powiedziała , że to napewno nie uszy bo by płakał w niebogłosy jakbym go dotknęła koło uszka i jakby pił mleko. Siedzieliśmy chyba z 1,5 godz w szpitalu, mały słaby, spał mi na rękach, wysoka temp. W końcu lekarka go jeszcze zobaczyła i pojechaliśmy do domu, od razu okłady mu robiłam bo gorączka była prawie 39 !! on spał cały czas, poiłam go dużo zeby sie nie odwodnił. Nie miał apetytu - przez cały dzień wypił może 150 ml mleka ;/ to było okropne. Spał taki słabiutki ;(( płakać mi się chciało !! I tak przez 2 całe dni, na 3 dzień było już lepiej. W poniedziałek dostał wysypki na całym ciele, poszłam na kontrole i nasza pani dr w koncu przepisala coś na gardziełko i wszystko szybko minęło Teraz nadrabia z jedzeniem
|